Styczeń 2009 roku: przytyłem 7 kilogramów (ze 108 na 115)! Wielka tragedia! 1 lutego zacząłem pracę nad sobą...
Styczeń wydaje się więc tym miesiącem, którzy może zdecydować o wynikach całego roku. Jest zimno więc tym chętniej siedzi się w domu, pije alkohol ze znajomymi oraz zajada tłuste produkty. Do tego słodycze na polepszenie humoru oraz placki świąteczne. W końcu... to sezon choroby i złapać jakieś świństwo nie jest trudno (żeby było ciekawiej ja już pod koniec grudnia coś złapałem i nie mogę się tego pozbyć). Choroba to brak treningów i jeszcze bardziej tłuste jedzenie... Do tego z noworocznego letargu obudziłem się dopiero teraz, a minęła już 1/4 stycznia.
Mój Boże... Jeszcze niedawno wydawało mi się, że problemy stycznia ubiegłego roku to tylko pechowy epizod, ale kiedy już przyszedł styczeń to wydają się one nabierać nowych rumieńców.
Jedyny cel na ten miesiąc to zrobić tyle ile się da, aby nie przytyć. To jest plan maksimum i niczego więcej nie oczekuje.
Wyzwanie tego miesiąca to marne 25 km, ale widzę że treningi się sypią więc nie ma sensu stawiać sobie wymagań i celów, które są nierealne.
Aby mieć bieżący obraz sytuacji zważę się w tym miesiącu 3 razy przed oficjalnym ważeniem po-styczniowym (7, 15 i 22 stycznia).
Zaczęły się pierwsze schody...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 stycznia 2010
sobota, 2 stycznia 2010
Wyzwanie - podsumowanie grudniowego (2009) i całego 2009 roku...
Grudzień 2009: 56,67 km oraz 3674 kalorie spalone.
Grudzień był bardzo pechowy. Byłem pewien, że uda mi się zakończyć rok (a dokładnie jesień tego roku kiedy to zacząłem swoje treningi) okrągłymi 500 km do czego potrzebowałem 100 km w grudniu. Niestety... od połowy grudnia zaczęły mnie dopadać choróbska i mimo najszczerszych chęci nie udało mi się osiągnąć wymarzonego wyniku. Absolutnie było to w zasięgu moich możliwości...
Jest mi przykro niemniej staram się, aby nie uprzykrzało mi to podsumowania ponieważ, jak na moje standardy, wyniki są imponujące.
Przypomnę, że zacząłem liczyć km pod sam koniec września (2 dni się załapały). Po czym nastąpiły 2 wspaniałe miesiące październik i listopad (nie tylko świetne, mocne treningi, ale i ważenia po-miesięczne dały wysoki rezultaty) i pechowy grudzień.
Łącznie w 2009 roku
przeszedłem:
457,62 km
co dało ubytek
30 146 kalorii.
Jak widać do całych 500km zabrakło ok. 43km (3-9 treningów: w zależności od trasy).
Ta forma treningu (brisk walk) w moim przypadku sprawdziła się bezbłędnie. Nie tylko sprawia mi to radość, ale także wpływa na zmianę kilogramów poprzez spalanie kalorii oraz... przyspiesza metabolizm. POLECAM!
Grudzień był bardzo pechowy. Byłem pewien, że uda mi się zakończyć rok (a dokładnie jesień tego roku kiedy to zacząłem swoje treningi) okrągłymi 500 km do czego potrzebowałem 100 km w grudniu. Niestety... od połowy grudnia zaczęły mnie dopadać choróbska i mimo najszczerszych chęci nie udało mi się osiągnąć wymarzonego wyniku. Absolutnie było to w zasięgu moich możliwości...
Jest mi przykro niemniej staram się, aby nie uprzykrzało mi to podsumowania ponieważ, jak na moje standardy, wyniki są imponujące.
Przypomnę, że zacząłem liczyć km pod sam koniec września (2 dni się załapały). Po czym nastąpiły 2 wspaniałe miesiące październik i listopad (nie tylko świetne, mocne treningi, ale i ważenia po-miesięczne dały wysoki rezultaty) i pechowy grudzień.
Łącznie w 2009 roku
przeszedłem:
457,62 km
co dało ubytek
30 146 kalorii.
Jak widać do całych 500km zabrakło ok. 43km (3-9 treningów: w zależności od trasy).
Ta forma treningu (brisk walk) w moim przypadku sprawdziła się bezbłędnie. Nie tylko sprawia mi to radość, ale także wpływa na zmianę kilogramów poprzez spalanie kalorii oraz... przyspiesza metabolizm. POLECAM!
czwartek, 3 grudnia 2009
Wyzwanie - grudniowe i podsumowanie listopadowego
Efektowny początek, wolniejsza końcówka... tak można w skrócie podsumować trening w miesiącu listopadzie. Do połowy miesiąca wszystko szło rewelacyjnie, a i kilometrów uzbierała się duża ilość.
Niestety... przeciążyłem organizm i nadwyrężyłem mięsień w lewej nodze (coś zabolało pod koniec jednego z treningów). Musiałem zrezygnować z długich treningów, a czasami w ogóle nie trenowałem.
Mimo wszystko, okazało się, że jeżeli chodzi o kilogramy to całkiem nieźle poszło. Utraciłem 5 kg. Najwyraźniej inny sposób jedzenia pokarmów przyniósł niespodziewane efekty.
Sam trening to 168,31 km i 10500 kalorii spalonych. Razem (2 ost. dni września, październik i listopad) daje to 400 kilometrów i prawie 26500 kalorii spalonych :-)))
Kolejny miesiąc to wielka niewiadoma, a i problemów może być bez liku. Przenoszę się do innego miasta, do tego w nowym terenie nie mam jeszcze swoich szlaków, a zapewne będę musiał się zmierzyć z padającym śniegiem. I w końcu... Święta Bożego Narodzenia. To piękny okres, ale wtedy też dużo się je co może się odbić na wynikach pod koniec miesiąca.
Realistyczne cele na ten miesiąc to 50, a następnie 100 km.
Poza tym, od grudnia do co najmniej marca chce się dodatkowo ważyć w połowie miesiąca (wynik na Twitterze), aby lepiej kontrolować sytuację. Do siego roku!
Niestety... przeciążyłem organizm i nadwyrężyłem mięsień w lewej nodze (coś zabolało pod koniec jednego z treningów). Musiałem zrezygnować z długich treningów, a czasami w ogóle nie trenowałem.
Mimo wszystko, okazało się, że jeżeli chodzi o kilogramy to całkiem nieźle poszło. Utraciłem 5 kg. Najwyraźniej inny sposób jedzenia pokarmów przyniósł niespodziewane efekty.
Sam trening to 168,31 km i 10500 kalorii spalonych. Razem (2 ost. dni września, październik i listopad) daje to 400 kilometrów i prawie 26500 kalorii spalonych :-)))
Kolejny miesiąc to wielka niewiadoma, a i problemów może być bez liku. Przenoszę się do innego miasta, do tego w nowym terenie nie mam jeszcze swoich szlaków, a zapewne będę musiał się zmierzyć z padającym śniegiem. I w końcu... Święta Bożego Narodzenia. To piękny okres, ale wtedy też dużo się je co może się odbić na wynikach pod koniec miesiąca.
Realistyczne cele na ten miesiąc to 50, a następnie 100 km.
Poza tym, od grudnia do co najmniej marca chce się dodatkowo ważyć w połowie miesiąca (wynik na Twitterze), aby lepiej kontrolować sytuację. Do siego roku!
wtorek, 3 listopada 2009
Październikowe wyzwanie - podsumowanie - & wyzwanie listopadowe
To był piękny październik: przeszedłem 212,45 km (132 mile)! Na to potrzebne było 14,498 kkalorii. Przeznaczyłem na to 21 dni z dostępnych w tym miesiącu 31. Po wszystkim okazało się, że waga obniżyła się o 4 kg.
Morale było i pozostało wysokie. Jedyne problemy to przeziębienie trwające 4 dni oraz ból palca prawej nogi. Przeziębienie minęło, a z palcem jest coraz lepiej.
Pogodzie się nie dałem i parę razy kończyłem bieg w ulewnym deszczu. Dwa razy skróciłem zaplanowaną wcześniej trasę, raz z powodu zimna i mojego zbyt skromnego ubrania, innym razem czułem się zbyt przemęczony na dodatkowe okrążenie (miałem już za sobą 9,5 km).
Stopniowo zwiększałem też długości tras. Zaczynałem od paru kilometrów, a kończyłem na jednorazowych 14km dziennie.
Najlepiej czuje się jak trasa ma ok.10km i udaje mi się ją pokonać w ok. 90 minut. Ale ponieważ chce więcej to i więcej dorzucam, jednak z każdym kilometrem po 10km, moje temp0 lekko słabnie i dopiero zwiększa się kiedy widzę zbliżający się koniec (takie przynajmniej mam odczucie).
Moje średnie tempo to ok. 6,5 km/godz. (4 m/h).
Wyzwanie listopadowe
W tym miesiącu postanowiłem zwiększać sobie napięcie. Cele "rozlokowane" są co 50km czyli 50 - 100 - 150 czyli pierwszy do zdobycia to: 50km.
Morale było i pozostało wysokie. Jedyne problemy to przeziębienie trwające 4 dni oraz ból palca prawej nogi. Przeziębienie minęło, a z palcem jest coraz lepiej.
Pogodzie się nie dałem i parę razy kończyłem bieg w ulewnym deszczu. Dwa razy skróciłem zaplanowaną wcześniej trasę, raz z powodu zimna i mojego zbyt skromnego ubrania, innym razem czułem się zbyt przemęczony na dodatkowe okrążenie (miałem już za sobą 9,5 km).
Stopniowo zwiększałem też długości tras. Zaczynałem od paru kilometrów, a kończyłem na jednorazowych 14km dziennie.
Najlepiej czuje się jak trasa ma ok.10km i udaje mi się ją pokonać w ok. 90 minut. Ale ponieważ chce więcej to i więcej dorzucam, jednak z każdym kilometrem po 10km, moje temp0 lekko słabnie i dopiero zwiększa się kiedy widzę zbliżający się koniec (takie przynajmniej mam odczucie).
Moje średnie tempo to ok. 6,5 km/godz. (4 m/h).
Wyzwanie listopadowe
W tym miesiącu postanowiłem zwiększać sobie napięcie. Cele "rozlokowane" są co 50km czyli 50 - 100 - 150 czyli pierwszy do zdobycia to: 50km.
sobota, 3 października 2009
Październikowe wyzwanie
3 kilogramy zrzucone latem to bardzo dobra wiadomość ale... potrzebuje czegoś więcej. Dlatego postanowiłem w tym miesiącu rzucić sobie wyzwanie: przejdę (szybki chód)
1 cel: 100 mil (ok. 161 km)
a jeśli to się uda i będzie wystarczająca ilość dni to spróbuje dobić do
2 celu: 200 km! (ok. 124 m)
Co będzie mi do tego potrzebne?
> motywacja - jest, silna
> morale - wysokie
> determinacja - jest (duża)
> zdrowie - to niewiadoma, która rozstrzygnie sie z czasem. Widzę dwa zagrożenia: grypa czy też inne świństwo związane z jesienna pogoda lub/i przeciążenie organizmu.
> czas - towar deficytowy, ale... dość z wymówkami! Czas się znajdzie.
Podsumowanie:
Mam wszystko co potrzeba, aby wyzwanie skończyło się sukcesem. Jedyną niewiadomą pozostaje stan mojego zdrowia, ale trudno tu z góry cokolwiek przewidzieć.
Pierwsze próby systematycznych ćwiczeń podejmowałem od samego początku czyli lutego 2009 (w czasie lata nastąpiło wyraźne i spodziewane rozluźnienie wraz z brakiem systematyczności - wysilku fizycznego jednak nie zabrakło). Jestem przekonany, ze dzięki temu nie przybrałem na wadze. Na początek można to zaakceptować, ale teraz... to już za malo. Potrzebuje zacząć zrzucać zbędne kilogramy, a wysiłek fizyczny wydaje się jedynym, mądrym motorem i jednym z kluczy do końcowego sukcesu.
Ponieważ jest to spore wyzwanie, będzie to jedyna rzecz na jakiej się skupie w tym miesiącu. To czy mi się udało oraz najświeższe wyniki ważenia, mierzenia itd. ... w pierwszym tygodniu listopada. Do tego czasu... grobowa cisza na blogu ;-)
1 cel: 100 mil (ok. 161 km)
a jeśli to się uda i będzie wystarczająca ilość dni to spróbuje dobić do
2 celu: 200 km! (ok. 124 m)
Co będzie mi do tego potrzebne?
> motywacja - jest, silna
> morale - wysokie
> determinacja - jest (duża)
> zdrowie - to niewiadoma, która rozstrzygnie sie z czasem. Widzę dwa zagrożenia: grypa czy też inne świństwo związane z jesienna pogoda lub/i przeciążenie organizmu.
> czas - towar deficytowy, ale... dość z wymówkami! Czas się znajdzie.
Podsumowanie:
Mam wszystko co potrzeba, aby wyzwanie skończyło się sukcesem. Jedyną niewiadomą pozostaje stan mojego zdrowia, ale trudno tu z góry cokolwiek przewidzieć.
Pierwsze próby systematycznych ćwiczeń podejmowałem od samego początku czyli lutego 2009 (w czasie lata nastąpiło wyraźne i spodziewane rozluźnienie wraz z brakiem systematyczności - wysilku fizycznego jednak nie zabrakło). Jestem przekonany, ze dzięki temu nie przybrałem na wadze. Na początek można to zaakceptować, ale teraz... to już za malo. Potrzebuje zacząć zrzucać zbędne kilogramy, a wysiłek fizyczny wydaje się jedynym, mądrym motorem i jednym z kluczy do końcowego sukcesu.
Ponieważ jest to spore wyzwanie, będzie to jedyna rzecz na jakiej się skupie w tym miesiącu. To czy mi się udało oraz najświeższe wyniki ważenia, mierzenia itd. ... w pierwszym tygodniu listopada. Do tego czasu... grobowa cisza na blogu ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)